Boiskowy zabójca

Pewnie wielu z was uważa, że największego brutala wśród brytyjskich piłkarzy ciężko wyłonić. Otóż nie, bardzo łatwo, facet nazywa się Vinnie Jones, a na jego widok z boiska uciekałby Pepe, a za nim Ryan Showcross. Jones zasłynął m.in. z otrzymania żółtej kartki w trzeciej sekundzie meczu i próbę prowokacji Paula Gasciogne poprzez złapanie go za bardzo czułą część ciała.
jones
Podczas jego gry w Wimbledonie, drużynę nazywano ‘szalonym gangiem’, a banda boiskowych złoczyńców sięgnęła nawet po Puchar Anglii w roku 1988. W finale rozprawili się z Liverpoolem, a w poprzednich meczach załatwili wielu piłkarzom długi pobyt w gabinetach lekarskich. W jednym z artykułów przeczytałem nawet stwierdzenie, iż Jones był ‘ostatnim samcem alfa brytyjskiego futbolu’. Jak dla mnie był człowiekiem, który zdecydowanie potrzebował pomocy kogoś takiego jak np. psycholog.
Vinnie po zakończeniu sportowej kariery został…aktorem. Niemal zawsze wcielał się w rolę zbirów, łobuzów i twardzieli, w czym sprawdzał się nadspodziewanie dobrze. Niedawno w internecie można było znaleźć filmik, w którym pomocnik z Watfordu uczy reanimacji w rytmach ‘Stayin’ alive’, cóż powiedzieć – ciekawe…

Il Capitano

W piłce nożnej niespotykanym zjawiskiem jest kończenie karier przez piłkarzy po czterdziestce. Tym bardziej imponujący jest to wyczyn, gdy w wieku 41 lat grasz trzydzieści meczów we włoskiej Serie A. Mowa oczywiście o Paolo Maldinim, który jest idealnym przykładem jak słynne Milan Lab, potrafi wycisnąć z zawodnika wszystko na co go stać.

Maldini licząc karierę juniorską występował w barwach AC Milan aż przez trzydzieści jeden lat! W tym czasie zaliczył 902 oficjalne występy w barwach ‘Rossonerich’, a podczas meczów w rodzimej lidze powstrzymywał ataki takich zawodników jak Zbigniew Boniek, Michel Platini czy Diego Armando Maradona, co idealnie ukazuje jego piłkarską długowieczność. Największym według mnie osiągnięciem Paolo jest wygranie aż pięciu Pucharów Europy! Żaden zawodnik nie może poszczycić się takim wynikiem.
Oprócz wielu nagród od włoskiej federacji piłkarskiej, UEFA czy FIFA, Maldini został też nagrodzony przez Milan. Koszulka z numerem 3, została od momentu zakończenia kariery przez kapitana zastrzeżona. Otrzymać ją jednak może potomek zawodnika, gdy znajdzie się w kadrze pierwszego zespołu, a warto wspomnieć, że dwóch jego synów trenuje w juniorskich zespołach ‘Diavolo’.

Cały czas do przodu

Rzadko zdarza się piłkarzowi strzelić bramkę Realowi, jeszcze rzadziej dzieje się to z odległości trzydziestu pięciu metrów, a jednak nasz wybitny reprezentant Jacek Krzynówek potrafił to zrobić. Z tego był znany, niesamowite uderzenie z dystansu, do dzisiaj na serwisie youtube popularne są kompilacje, w którym lewoskrzydłowy bombarduje bramkę przeciwnika.
Krzynówek to pewien fenomen na skale polskiego futbolu.

bayer
Pomocnik pochodzący z Kamieńska rozegrał w Bundeslidze prawie trzysta meczów. Myślę, że każdemu nawet najbardziej zagorzałemu fanowi futbolu będzie ciężko wymienić polskiego zawodnika, który rozegrał taką liczbę spotkań w silnej zagranicznej lidze. Podczas swojej kariery reprezentował barwy takich klubów jak 1. FC Nurnberg, Bayer Leverkusen, VFL Wolfsburg i Hannover 96.

Jacek Krzynówek karierę zakończył w 2010 roku, mniej znaczącą przyczyną zakończenia pięknej piłkarskiej przygody był wiek, to niekończące się problemy z kolanem uniemożliwyły mu kontyułowanie kariery. Popularność zyskała parodia zawodnika wykonywana przez jeden z kabaretów, ale czy 96-krotny reprezentant Polski zasłużył sobie na to? Wątpliwe, był przecież jednym z autorów awansu do Mistrzostw Świata 2006 i Euro 2008.

,,Jag ar Zlatan”

Ajax Amsterdam, Juventus Turyn, Inter Mediolan, FC Barcelona i AC Milan, co łączy te wszystkie zespoły? Rzecz jasna osoba Zlatana Ibrahimovicia, obecnie najlepszego szwedzkiego piłkarza. Niesamowicie wysoki, a przy tym posiadający imponujące umiejętności techniczne piłkarz, był gwiazdą każdego z zespołów. Wielu twierdzi, że powietrznego pojedynku o piłkę nie da się z nim wygrać.

Nie da się ukryć, że przy całej swej doskonałości ‘Ibra’ jest bardzo kontrowersyjnym zawodnikiem. Do historii zapewne przejdzie jego spór z Pepem Guardiolą, przez co jego transfer do klubu z Katalonii, okazał się najgorszym w historii. Wydano na niego 45 mln euro i dorzucono Interowi Samuela Eto’o, który już w pierwszym sezonie z drużyną z Mediolanu zdobył Ligę Mistrzów.
Obecnie ‘Ibracadabra’ występuje w barwach AC Milan, z którą sięgnął po Scudetto już w pierwszym sezonie gry. Co ciekawe w jakim klubie Zlatan by nie występował, zdobywał w nim mistrzostwo kraju, co jest absolutnym fenomenem. Wiele kontrowersji budzi jego biografia, w której zdradza wiele szczegółów swojego konfliktu z trenerem ‘Dumy Katalonii’.

Biała legenda

Nie zapomnę czasów, gdy jako mały chłopiec biegałem w podróbce koszulki Realu Madryt, a na plecach widniał napis “Raul” i numer siedem. Od finału Ligi Mistrzów w roku 2002 zakochałem się bezgranicznie w klubie ze stolicy Hiszpanii, a moim niedoścignionym idolem był zawsze Raul Gonzalez Blanco. Zainspirowany ślizgiem na kolanach w kierunku publiczności w wykonaniu ”El Siete”, próbowałem go kilka razy powtórzyć, cóż…do dziś mam bliznę na jednym z kolan.

 

Bajeczna technika, świetne wykończenie, a na końcu niepowtarzalna cieszynka z całowaniem pierścienia sprawiały, że do dziś wielu kibiców uznaje go za symbol klubu i ma za złe działaczom z Santiago Bernabeu, iż pozbyli się go praktycznie bez żalu. Przywołując trochę statystyk ”El Capitan” zagrał 744 mecze w barwach Królewskich w których strzelił 228 bramek, obie te liczby do dziś nie zostały pobite.
Raul jest obecnie zawodnikiem niemieckiego Schalke, z którym w sezonie 2010/2011 doszedł do półfinału Ligi Mistrzów, imponujący profesjonalizm, prawda? Podjął wyzwanie, odchodząc z nieba, którym zarządzał i udowadnia swoją wielkość dając przy tym wiele radości kibicom z Gelsenkirchen.

Aha i zawsze znany był z tego, że całował swój pierścień po strzelonej bramce. Tak jak tu:

Żegnamy panie Włodzimierzu!

Niedawno los zadał ogromny cios polskiemu środowisku piłkarskiemu. Pożegnaliśmy Włodzimierza Smolarka,zaledwie 54-letniego wybitnego reprezentanta Polski, legende takich klubów jak Widzew Łódź i FC Utrecht. Grał jeszcze w Feyenoordzie Rotherdam, gdzie szkolił później młodzież. W meczach rozgrywanych bezpośrednio po tym smutnym wydarzeniu kibice w 54 minucie ostatni raz żegnali ‘Karino’ oklaskując go na stojąco i skanudjąc jego imię i nazwisko.
Niesamowicie szybki i ze świetnym dryblingiem i balansem ciała bez problemów zostawiał za sobą obrońców. Najbardziej znany jest chyba jego taniec przy narożniku boiska (pozdrawiam w tym miejscu prowadzącego moje kursy tańca YouCanDoIt – taniec katowice ;) ), którym rywali doprowadzał do białej gorączki. W jednym z wywiadów Zbigniew Boniek wspomniał jak za czasów gry w Widzewie rozgrywali mecz praktycznie we dwóch, gdyż koledzy z zespołu spotkanie sprzedali. Co w tej historii jest najlepsze to fakt, iż tego meczu nie przegrali. Pan Włodzimierz był niesamowicie honorowy i sprawiedliwy.
Swojemu synowi nadał imię na cześć Eusebio, którego grą był oczarowany. Młody Smolarek pobił ojca w liczbie strzelonych bramek dla reprezentacji Polski, lecz by był lepszym piłkarzem pozostaje do dzisiaj kwestią sporną.

Czeski drapacz chmur

Czeski wieżowiec, Jan Koller z powodzeniem mógłby robić karierę jako siatkarz czy koszykarz, wybrał jednak piłkę nożną i grał w nią z całkiem niezłym skutkiem. Skończył karierę rok temu z powodu zerwania mięśnia uda, w wieku 38 lat taka kontuzja musiała go wyeliminować. Pamiętam pewną sytuację, iż mimo swojego imponującego wzrostu (202 cm), przegrał w jednym z meczów pojedynek główkowy z…Roberto Carlosem.
Koller był jednym z symbolów wielki i niestabilnej Borussi Dortmund. Wygrali Bundesligę w 2002 roku, jednak kompletne nie radzili sobie na europejskiej arenie. Czechowi podczas kariery zdarzały się różne dziwne rzeczy. W jednym meczu zastąpił na bramce ukaranego czerwoną kartką Jensa Lehmana i wybronił ładną paradą strzał Michaela Ballacka. Grając w As Cannes, w którą zresztą kończył karierę, w jednym z meczów został wyrzucony z boiska już w…3 minucie spotkania. Zawsze korzystał z butów szytych na miarę, w końcu rozmiaru 49 w pierwszym lepszym sklepie nie kupi.
Jana Kollera przede wszystkim kibice pamiętają z występów dla Borussi, stworzyli tam świetną drużynę, która rywalizowała z Bayernem jak równy z równym. Jego bramki głową były dość specyficzne, jako jedyny w polu karnym nie musiał wyskakiwać…

Bramkarz czy napastnik?

Jorge Campos to chyba najbardziej barwny bramkarz…może jednak napastnik? Zostańmy przy bramkarzu, który najbarwniejszy był dosłownie, a to za sprawą swoich słynnych bluz, które przez ilość kolorów miały rozpraszać atakujących przeciwnej drużyny. O Jorge w świecie futbolu krąży także ciekawa anegdota, że aby wyjechać na Mundial do Stanów Zjednoczonych w 1994 roku, musiał podpisać dokument, w którym zobowiązuje się do nie opuszczania bramki w niewymagających tego sytuacjach.
Z tego był właśnie znany, ze swoich niesamowitych rajdów przez całe boisko, które można obejrzeć w internecie jeszcze dziś. Na boisko nosił numer jeden lub dziewięć, zależnie od pozycji na jakiej wystąpował. Miał też fantastyczny refleks, jego interwencje porywały tłumy, potrafił z meczów robić wielkie show.
Jorge Campos to jedna z ostatnich tak ciekawych postaci w futbolu, który dziś stał się grą bardzo schematyczną i fizyczną. Nie brakuje w nim oczywiście pięknych zagrań, bo każda epoka ma swoich wirtuozów, ale nie doczekaliśmy się jeszcze graczy tak odważnych i nadających piłce trochę inne oblicze.

Mój znajomy mający kurs rysunku gliwice powiedziałby, że jego koszulki to totalne bezguście… popatrzcie sami!

Wesołe jest życie staruszka

,,Jeszcze tylko parę wiosen, jeszcze kilka przygód z losem” – śpiewał kiedyś Kabaret Starszych Panów, a dziś wręcz z tą piosenką w tle Tomasz Frankowski czaruje kibiców T-Mobile Ekstraklasy pięknymi bramkami. Niespełna 38-letni zawodnik jest obecnie na drugim miejscu w klasyfikacji strzelców, a w poprzednim sezonie sięgnął po korone króla strzelców, można by rzecz, że jest jak wino – im starszy, tym lepszy.
”Franek” jednak najlepsze czasy ma już dawno za sobą. Czasy Wisły Kraków, w której to trzykrotnie zostawał najlepszym strzelcem ligi przeminęły, ale piękne liczby zostały. Czwarty w tabeli wszechczasów Frankowski ma na koncie 159 ligowych trafień, a żeby wskoczyć na podium i zrzucić z niego Gerarda Cieślika brakuje mu zaledwie dziewięciu bramek. Patrząc na obecną formę, strzelenie takiej ilości bramek dla napastnika Jagielloni będzie tylko kwestią czasu.
Tomasz Frankowski mimo czynnej kariery sportowej jest trenerem napastników w kadrze i tu nasuwa się pytanie, czy nie powinien tam pojawiać się jako zawodnik? Od kilku lat jest najlepszym polskim napastnikiem w rodzimej lidze, a jak wiadomo napastników u nas jak na lekarstwo.

Witaj w domu, Jose!

Przed przejściem do Realu Madryt, Jose Mourinho powiedział mu, iż nie będzie praktycznie miał szans na grę. Mimo to, wychowanek drużyny królewskich nie przestraszył się i zapewnił ‘The Special One’, że przekona go do siebie. Jose Maria Callejon, bo o nim mowa, pokazał że ma jaja i udowodnił wszystkim, że ciężką pracą można osiągnąć sukces.
W tym sezonie zawodnik zagrał w 28 meczach zdobywając w nich jedenaście bramek. Porywał publiczność na Santiago Bernabeu swoją walecznością i niesamowitymi rajdami. Oni potrzebowali kogoś takiego, wreszcie oprócz Ikera Casillasa i Estebana Granera mają swojego zawodnika, z którym mogą się utożsamiać. Który podobnie jak oni od małego nosili białe koszulki z herbem ‘Królewskich’.
Jose Maria Callejon to znakomity przykład zawodnika, niebojącego się wyzwań. Przeszedł do najlepszego klubu w historii piłki nożnej, najbardziej utytułowanego i mimo ostrzeżeń wielkiego trenera, iż może sobie nie poradzić, zamknął usta wszelkim krytyką. Jako wielki fan klubu ze stolicy Hiszpanii, miałem wręcz dreszcze na całym ciele, gdy skrzydłowy z numerem ’21′ po strzeleniu bramki, podbiegł do kibiców i kiwając głową wskazał na herb, piękny moment.